Czerwiec 2017 r. spędziliśmy na Papui Zachodniej podążając śladami ostatnich ‘dzikich’ plemion. Wiele z rdzennych ludów Papui zostało już dotkniętych procesem cywilizowania, jednak nadal żyją oni według zasad wytyczonych przez swoich przodków, ale są też takie, które nie poddały się ‘ucywilizowaniu’ w ogóle. Nie są to co prawda całe plemiona, bo co oczywiste, ludzie młodzi jak najbardziej opowiadają się za lepszym, łatwiejszym życiem i przenoszą się do wiosek i miast, jednak starsi nadal wiodą życie takie, jakie było udziałem wszystkich jeszcze nawet 50~60 lat temu.
Mówimy tutaj o kanibalach i łowcach głów jak np. Korowaje czy Asmaci ale także o plemionach, które prowadziły łowicko- rolnicze życie jak na przykład Dani.

Każde z tych plemion zamieszkuje inny region Papui, ma inne zwyczaje i wierzenia, ale każde z nich potrafi być tak samo niebezpieczne ale też niezwykle ciekawe. Spędziliśmy pośród tych plemion wiele dni i mieliśmy niepowtarzalną okazję przyglądać się ich życiu, uczestniczyć w kilku bardzo ważnych dla nich obchodach oraz brać udział w niektórych czynnościach dnia codziennego.
Staraliśmy się zrozumieć ich świat, ich sposób patrzenia na życie. Dzięki wspaniałemu przewodnikowi, mieliśmy możliwość poznania ich zwyczajów i wierzeń, ale przede wszystkim mogliśmy się w nie zagłębić i poznać ich genezę. A zdecydowanie było co poznawać.

W Dolinie Baliem odwiedziliśmy kilka wiosek Dani. Jedna z nich jest oddalona od Wameny o 7 km. Żyją tam cztery klany. Jest to wioska, do której turyści nie docierają, pomimo tego, że jest tak blisko od miasta. Dlaczego? Gdyż wszyscy chcą pojechać trochę dalej, do innej wioski ( 12km) tam, gdzie znajduje się około 350 letnia mumia wodza plemienia Kurulu. Tutaj turyści są taką rzadkością, ze małe dzieci płakały na nasz widok. Spędziliśmy czas ze starszyzną, która opowiadała nam o swoich zwyczajach i swoim życiu. Aż trudno uwierzyć, że w samym centrum cywilizacji może skrywać się taka perełka. Kolejną odwiedzona przez nas wioską była oddalona od Wameny o 11km, miejsce już zdecydowanie bardziej cywilizowane, z dostępem do telefonów komórkowych i prądu. Tutaj jednak mogliśmy zobaczyć, jak cywilizacja powoli wdziera się do ich kultury, ale jak mimo wszystko zostaje wypierana jeszcze przez ich zwyczaje. Prąd, z którego nikt nie korzysta, rozpalając ogniska w tzw hunila, czyli kuchni, telefon komórkowy, muzyka z którego, kołysze do snu dziecko umieszczone w nokenie, siatce wyplatanej przez kobiety z włókien kory specjalnego drzewa. Zaobserwować tu mogliśmy zderzenie dwóch światów, i jak Dani nieporadnie radzą sobie z rzeczywistością narzuconą przez białego człowieka, głównie misjonarzy. Wiemy też dlaczego Dani, jako jedyni na całej Papui nigdy nie byli kanibalami.

Doszliśmy też do Korowajów, ludzi drzew, żyjących głęboko w dżungli. Tutaj weszliśmy już do świata byłych ludożerców. Ostatni przypadek kanibalizmu miał miejsce w 2012r, głęboko w dżungli. Powody, z których był zjadany drugi człowiek wcale nie są takie oczywiste jak do tej pory przypuszczaliśmy. Potrafimy wytłumaczyć na czym polegał cały proces zjadania człowieka. Każdy fragment zabitego był bowiem zjadany według specjalnych wytycznych i pozycji w klanie. Obecnie Korowajowie nie lubią, kiedy nazywa się ich kanibalami. Dlaczego? To również możemy wyjaśnić.
Większość Korowajów obecnie zeszła z drzew i żyje już na ziemi. Organizacje rządowe zbudowały dla nich wioski przy rzece Sirets. W lesie, na drzewach pozostali już głównie ludzie starsi, niektóre kobiety i dzieci. Ci, co pozostali żyją jednak według zasad wyznawanych z dziada pradziada. Wiele dni spędzonych w różnych klanach, pozwoliły nam na poznanie ich życia, zwyczajów i wierzeń. Pomogło też bardzo zrozumieć podłoże ich kanibalizmu. Klanów obecnie pozostających na drzewach jest 28 a w każdym klanie jest średnio 5~6 osób. Zdobyliśmy tu bezcenną wiedzę i doświadczenia, których nigdy nie zapomnimy. Powiemy dlaczego Korowajowie nie smucili się zjadając np. najbliższego przyjaciela czy członka rodziny. I wyjaśnimy dlaczego do Korowajów rocznie dochodzi dużo mniej osób niż np. na Mount Everest.

Kolejne plemię to Asmaci. Byliśmy w Atsy, odwiedziliśmy też między innymi wioski Omandesep i Pirien, oraz spędziliśmy jakiś czas w Agats, gdzie zobaczyliśmy Muzeum Kultury i Sztuki Asmatów. Obecnie są oni najbardziej cywilizowani ze wszystkich trzech wymienionych plemion, żyją w miastach, a właściwe w niedużych miasteczkach i malutkich wioskach na brzegach rzek. Domki zbudowane są na drewnianych palach i połączone drewnianymi pomostami. Tutaj również pozostaliśmy w świecie byłych ludożerców. Co prawda ostatni przypadek zjedzenia człowieka w tym plemieniu miał miejsce pod koniec lat 70tych, ale ludożerstwo nadal jest silnie zakorzenione w ich kulturze. Mieliśmy okazję przekonać się, że nadal pozostają oni ludem bardzo prymitywnym, wręcz krwiożerczym, z bardzo niskimi pobudkami. Pierwszy raz świat o nich dowiedział się w 1623 roku, ale dopiero w drugiej połowie XX w udało się ludziom z zewnątrz dotrzeć do nich, wejść do wiosek i poznać ich. Byli to holenderscy misjonarze. Po kilku krótkich latach to najbardziej krwiożercze plemię świata przeszło na chrześcijaństwo. Jak to się stało? Jakim cudem misjonarze ich przekonali? Wiemy też, co to jest proces adopcji, jak ją postrzegają, kto może być adoptowany i po co oraz kiedy ten proces następuje. Dlaczego głowy ptaków są tutaj symbolami ludożerstwa? Asmaci są bardzo utalentowanymi rzeźbiarzami. Ich prace w drewnie słynne są na cały świat. Twórczość tego plemienia w całości opiera się na symbolice związanej z ludożerstwem. Kanibalizm jest bardzo silnie zakorzeniony w ich umysłach, pomimo tylu lat nazwijmy to ‘wstrzemięźliwości’ Temat ludożerstwa u Asmatów jest bardzo szeroki i głęboki, podobnie jak rzeki otaczające ich tereny.

Pozdrawiamy
Alicja Kubiak, Jan Kurzela

Międzynarodowe Targi Turystyki i czasu wolnego | Wrocław
Assign a menu in the Right Menu options.